Janusz Pawlinka pisze:
...W dyrektywie nie jest
napisane, że papier ma kosztować X zł, tylko, że ma być.
Ewidentny brak !
Jeśli bumaga nie jest obowiązkowa, to nie wolno pisać, ile ma
kosztować, tylko trzeba się zdać na rynek.
Wystarczyłoby, gdyby państwo ograniczyło się do opracowania
standardu.
Skoro jednak bumaga jest obowiązkowa, to o wiele lepiej by było,
gdyby cena była też narzucona administracyjnie.
W zasadzie, to państwo powinno zapewnić obywatelom dostępność
nowego, typowo urzędowego obowiązku, pobierając opłatę, która
pokryje koszty. Tak jest w przypadku praw jazdy, okresowych
badań diagnostycznych pojazdów itp.
...
(Nie)stety, żyjemy w takich czasach, gdzie trzeba zacząć liczyć się
z otaczającym nas środowiskiem (inny sygnał, który zapewne już odczuliście,
albo odczujecie to znaczne podwyżki usług wywożenia śmieci).
Certyfikaty są forpocztą zmian - w rzeczywistości Polska jest kilka lat
'w plecy' wobec reszty UE...
Też uważam, że państwo powinno zmuszać obywateli do ochrony środowska.
Dlatego, że taniej jest nie segregować śmieci, albo wywozić odpady
"do potoka". Budujący domy też często wolą wydać mniej na etapie
inwestycji, a więcej potem płacić za ogrzewanie. To co jest w interesie
pojedynczego człowieka często nie jest w interesie ogółu.
Tylko że kwestionuję >>obowiązkowość<< certyfikatów.
Przecież z tego, że papier jest wymagany, nie wynika wcale,
że wymagana albo chociaż promowana jest energooszczędność.
Skoro wierzymy w rynek, w którym klient wybiera mieszkanie
zaszufladkowane bliżej literki "A", to czemu nie wierzymy w rynek,
w którym klient żąda certyfikatu, albo jego brak uznaje za równoznaczny
z literką "G" ?
A spokojnie doszłoby do tego przy rosnących cenach energii.
... niż straszące ludzi artykuły w mediach typu 'wprowadzenie certyf.
wpłynie na cenę mieszkań/domów'. IMHO cert. nie wpłyną na ceny w stopniu
wykraczającym poza błąd statystyczny, bo czynnikiem najbardziej determinującym
cenę będzie wciąż lokalizacja. Dopiero jak koszty detaliczne energii zaczną
obciążać budżety w znacząco większym stopniu (razy 2) niż teraz (a wszystko
wskazuje na to, że jest to perspektywa poniżej 10 lat), to te cyferki na
certyfikatach nabiorą znaczenia.
No właśnie. Ocena z audytu na razie nie wpłynie znacząco na cenę.
Problem w tym, że na początku będzie zamieszanie i kilkumiesięczne
kolejki po audyty. A to będzie miało takie konsekwencje:
1. Początkowo wysokie ceny (przecież rynkowe) za wydanie certyfikatu,
2. Mały wybór lokali, bo w pierwszej połowie 2009 wielu lokali
wystawionych na sprzedaż nie będzie można legalnie zakupić,
3. Wynikający z (2) chwilowy wzrost cen lokali.
Ale za 10 lat, to może być już trochę (za) późno na obudzenie się (szczególnie
przy naszej 'wydolnej' energetyce i panu Putinowi trzymającemu kurek z gazem).
Państwo ma wiele możliwości zmuszania ludzi do ochrony środowiska.
Od kija (wyższa akcyza za bardziej szkodliwe paliwa i w ogóle akcyza
za paliwa, zmuszająca do oszczędzania), po marchewkę (dopłaty do
"zielonych" inwestycji, np. solarów).
Niestety nasze państwo musi być do tego zmuszane przez UE.
Najchętniej poprowadziłoby autostradę przez rezerwat, bo tam nikt
nie będzie protestował, że się go wysiedla.
No i tak przykład idzie z góry.
Maciek