Ghost pisze:
Użytkownik "qlphon" <qlphon@poczta.fm> napisał w wiadomości
news:gca4i9$q1r$1@news2.ipartners.pl...
pisze na TOPie bo i tak nie za bardzo jest do czego sie odniesc...
ciekawe jak dlugo mozecie rozwijać tą "teorie"...
nie jestem elektronikiem, ale interesuje sie elektroniką amatorsko
i wg moich najnowszych wiesci w obecnej chwili furorę robią wszelkiego
rodzaju wzmacniacze oparte na kluczowaniu
taki regulator napiecia nie jest niczym innym jak "wzmacniaczem"
posiadającym stałe napiecie wyjscia
wiec bedąc konstruktorem wstawilbym kosztujacy kilka centów układ
sterujący owymi tyrystorami
tak aby kluczowały sinusoidę z każdej z faz z alternatora uzyskując
pożądane napiecie skuteczne na wyjsciu, zamiast komplikowac sobie
zycie takimi pomyslami jakie tu opisujecie...
On tak to wlasnie robi ;-) i nie o to boj idzie. Chodzi o smieszna teze,
Nie do końca - qlfon zdaje się opisuje układ, w którym tyrystory są
wstawione szeregowo i selektywnie przepuszczają sinusoidę. W tym
projekcie były wstawione równolegle i bocznikowały nadmiarowe napięcie.
ze alternator pracujacy "pod" tym ukladem obciaza silnik niezaleznie od
obciazenia jakie generuje pojazd - czyli obciazeniem stalym, obojetnie
czy swiatla drogowe sa wlaczone czy nie. Tymczasem uklad "walczy" przede
wszystkim z obrotami - no wylaczenie ktoregos odbiornika tez moze
minimalnie podniesc napiecie (zmniejszenie spadku napieca na rezystancji
wewnetrznej), ale ta wartosc spokojnie mozna pominac - utylizacja tego
skoku ma sie nijak, do mocy pobieranej przez pojazd.
Masz rację tylko do poziomu obrotów, powyżej którego włączenie świateł
głównych "zbija" napięcie do akceptowalnego poziomu, a z wyłączonymi
światłami tę robotę musi odwalać regulator.
Swoją szosą w skuterze Yamaha Neo's (50-tka) główne światła były
załączane przełącznikiem, który przy ich wyłączeniu podłączał zamiast
żarówki reflektora kobylasty rezystor...